Wiktor Gomulicki Wspomnienia niebieskiego mundurka
Pamięci Bronisława Dembowskiego, towarzysza lat chłopięcych, urodzonego w Pułtusku, zmarłego w Zakopanem, te wspomnienia dni razem przeżytych poświęcam W. G.


Ze starego kufra dzieci wyciągnęły i ojcu przyniosły kołnierz z sukna niebieskiego, oszyty srebrzystą tasiemką.— Co to, tatusiu?… Od czego to?… Skąd się to tam wzięło?… Ojciec wziął w ręce wąski, wypłowiały pasek, do oczu go przybliżył — długo wpatrywał się weń w milczeniu… Ciekawość dzieci jeszcze bardziej wzrosła.— Tatusiu kochany! — Niech nam tatuś powie!… My koniecznie chcielibyśmy się dowiedzieć!… Ojciec przesunął ręką po oczach — może mu się czym zaprószyły? — Potem westchnął głęboko i rzekł drżącym głosem:— To jest kołnierz od mojego mundura… — Od mundura? — zdziwił się najmłodszy synek — To tatuś był w wojsku?… — Od mego mundura szkolnego!Dwaj starsi chłopcy wystąpili z opozycją.— To być nie może! Żadna szkoła nie nosi mundurów niebieskich ze srebrnym oszyciem. Przecież znamy wszystkie: rządowe i prywatne.— Nie noszą dziś — nosiły pomiędzy rokiem 1860 a 1870, to jest wówczas, gdy wasz ojciec był takim, jak wy, uczniakiem…

Chłopcy wyrywali sobie kołnierz, przyglądając mu się z nadzwyczajnym zajęciem… — To musiały być ładne mundury?… — zauważył najstarszy.— Ładne. Skrajane „do figury”, zapinane na jeden rząd srebrnych, gładkich guzików, z małymi guziczkami przy rękawach. Czapki zaś były formy francuskiej, również niebieskie, z białą wypustką, z prostym daszkiem — takie, jakich dotąd wojsko francuskie używa.— To musiały być *kiepy!* — wyrwał się najmłodszy chłopiec, pierwszoklasista. — Nosili je „górale”.— Jacy „górale”?— No, wie tatuś: te sztubaki od Górskiego!— Takie czapki nie nazywają się *kiepy*, lecz *kepi*. Tamte różniły się od dzisiejszych tym, że były miękkie i dawały się najrozmaiciej na głowie układać. Przywdziewał je też każdy inaczej — nieraz bardzo fantastycznie.Chłopcy starali się wyobrazić sobie, jak wyglądał ich ojciec w niebieskim *kepi*. Ale trudno im było przedstawić go sobie bez wąsów, z gładką, rumianą twarzą, bez siwiejących na skroniach włosów… Ojciec tymczasem nie przestawał wpatrywać się w wypłowiały kołnierz, oczy zaś jego musiały być wciąż zaprószone, bo je przecierał nieustannie, najpierw dłonią, później chusteczką… Nagle szepnął z nowym westchnieniem:— Ach, gdyby ten kołnierz umiał mówić!… — To co?… to co, tatusiu?… — wykrzyknęli pytająco wszyscy trzej chłopcy.— To opowiedziałby wam swoje wspomnienia, które by was niezawodnie zajęły… — Ba!… — westchnął smutno średni chłopiec — nie tylko kołnierz, ale nawet cały mundurek tej sztuki nie dokaże… — Ale może dokazać jej tatuś, który w tym mundurku chodził! — osądził spokojnie najstarszy.Ojciec przygarnął do siebie swą „trójkę hultajską”.— Więc ciekawiście naprawdę „wspomnień niebieskiego mundurka?”… — Jeszcze jak, kochany tatusiu!… Zaraz byśmy siedli i słuchali… — No, to wam je opowiem. Albo lepiej — po namyśle dodał — napiszę.…Z tej rozmowy i z dotrzymanego przez ojca przyrzeczenia powstały poniższe obrazki.